Potrzebujemy drugiego człowieka, aby stać się człowiekiem.
Potrzebujemy pożywienia, aby żyć.
Potrzebujemy słowa pisanego, aby nakarmić naszą duszę, poszerzyć wiedzę, rozbudzić wyobraźnię, a przede wszystkim własną wrażliwość.
Dlaczego nie czytamy?

niedziela, 25 października 2015

Macocha - Natasza Socha


Natasza Socha
Macocha
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 284
Marzec 2014
ISBN: 978-83-7988-038-6
Oprawa: miękka

Trzecia z kolei przeczytana przeze mnie książka Nataszy Sochy i myślę, że przez jakiś czas muszą od tej autorki odpocząć. "Macocha" to przekomiczna powieść utrzymana w konwencji pamiętnika, no oczywiście nie nastolatki, ale dorosłej, trzydziestoletniej kobiety, ale zakręconej, jak stado nastolatek. Przenikliwe obserwacje, cięty jęzor i "luźność" spisywanych przez  główną bohaterkę zapisków swojej codzienności, składa się na niezłe, rozrywkowe czytanie.
Roma chce być dla swojego męża tą jedyną i najważniejszą, niestety, z tego względu, że męża ma z odzysku, to i przychówek u niego istnieje. No i staje się, że pewnego dnia ten nastoletni przychówek w osobie pryszczatej Kasi staje u nich na progu i najzwyczajniej w świecie oznajmia, że będzie z nimi mieszkać. Cóż począć, wszystko staje na głowie, bo Kasia to niezła numerantka.
Codzienność w patchworkowej rodzinie, komedia na cztery fajery. Czytając "Macochę" chwilami miałam wrażenie, że oglądam nieustająco przekomiczny kabaret, może dlatego czytałam "Macochę" tak długo? Musiałam robić przerwy, ale wielu czytelnikom książka naprawdę może się bardzo podobać.

wtorek, 6 października 2015

Rosół z kury domowej - Natasza Socha


Natasza Socha
Rosół z kury domowej
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 304
Lipiec 2015
ISBN: 978-83-7642-558-0
Oprawa: miękka

Mówiąc szczerze, czuję się tą powiastką lekko  zniesmaczona. Po jej przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać nad sensem "związków małżeńskich". Autorka przedstawia w powieści fajne kobietki, niestety wychodzi na to, że ta "fajność", to bardziej naiwność i chroniczna głupota. W "Maminsynku" mieliśmy przedsmak takiej kobiety, która za wszelką cenę chce wyjść za mąż, nawet na przysłowiowego i oczywiście tytułowego maminsynka, jest tak zdesperowana, że posuwa się do oszustwa. W tej powieści poznajemy kobiety, które już upragnioną przysięgę małżeńską złożyły i nagle okazało się, że obudziły się z ręką w przysłowiowym nocniku, a ich życie sprowadziło się do zakupów, gotowania, sprzątania, wycierania tyłków dzieciom i służenia mężom w stosowny sposób. Totalna masakra. Wychodzi na to, że większość kobiet ma kurze móżdżki i naprawdę nie jest wiele warta. Nasza główna bohaterka kończy studia architektoniczne i na swoją zgubę wychodzi za wymarzonego księcia z bajki, pracować nie musi, przecież wije gniazdko, mebluje dom, gotuje, pieli ogródek, kompletuje przecudnej urody sprzęt gospodarstwa domowego, no ale bajka kiedyś się kończy i po latach małżeństwa dostaje kopa w tyłek, bo mąż zmienił egzemplarz na młodszy model żony i to taki, który wcale nie umie gotować! Zdetronizowana księżniczka zabiera niewielki tobołek (20 % majątku), bo więcej jej się nie należy (przecież NIE PRACOWAŁA!) i wyjeżdża do Niemiec, do swojej szalonej ciotki. Tam to dopiero poznaje "kury domowe" pierwszej wody. Ubaw niezły, ale jakiś niesmak pozostaje. Czy kobiety naprawdę są takie głupie? Czy rzeczywiście dają sobą tak pomiatać? Cieszę się, że chociaż zakończenie daje lekkie rozprężenie i odrobinę satysfakcji.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...